Fundacja Praesterno

Podręcznik trenera

Komentarze do wybranych tematów

Budowanie satysfakcjonujących kontaktów z innymi ludźmi; partnerstwo; przyjaźń; koleżeństwo

Komentarz do tematu nr 3

Wyrażanie własnych potrzeb

Umiejętności wyrażania własnych potrzeb wobec innych ludzi nie da się niczym zastąpić. Jeśli bowiem prawdą są twierdzenia psychologów w kwestii posiadania przez ludzi pewnych potrzeb emocjonalnych, których nie da się z naszej natury wyrugować, to pozostaje tylko konieczność ich zaspokajania.

Nasza wolność realizuje się tylko w tym, że możemy je zaspokajać na wiele różnych sposobów – ale nie w tym, że moglibyśmy całkowicie z tego zrezygnować.


Większość emocjonalnych potrzeb człowieka ma związek z innymi ludźmi – z ich działaniami wobec nas, z naszym współdziałaniem z nimi, wzajemną wymianą usług, świadczeń czy dóbr. Także ze stanem wzajemnych relacji, ze stosunkiem innych ludzi do nas i naszym stosunkiem do nich.

Jednakże otrzymywanie od innych tego, co jest nam potrzebne – także w sensie działań, usług, współpracy – rzadko odbywa się automatycznie, „przy okazji”, bez naszego aktywnego udziału (choć tak się również zdarza).

Kto by się jednak zdał tylko na przypadek, przekonałby się rychło, że stan zaspokojenia jego emocjonalnych potrzeb pozostawia wiele do życzenia, podobnie jak poziom jego zadowolenia z życia. Aby więc nie był to tylko przypadek, potrzeba więcej własnej inicjatywy, więcej aktywności. Ale nie jakiejkolwiek aktywności, lecz adekwatnej do własnych potrzeb.

Jednym z najbardziej podstawowych działań tego rodzaju jest właśnie podstawowa zdolność do określania i wyrażania swoich potrzeb wobec innych. Kto potrafi to czynić lepiej i w wyższym stopniu, ten ma szansę w wyższym stopniu zaspokajać swoje potrzeby – i, niestety, odwrotnie.

Jednak sam fakt wyrażania potrzeb, choć to dużo, to jeszcze nie wszystko. Bowiem kto wie czy nie większe znaczenie ma sposób ich wyrażania. Gama destrukcyjnych sposobów wyrażania potrzeb to na przykład; atak, inwazja, przemoc, presja, żądanie, groźba, szantaż, manipulacja.

Takie sposoby działania, realizowane często przez ludzi mniej czy bardziej zdesperowanych, wynikają także z nieumiejętności wyrażania potrzeb w inny sposób. Niosą też ze sobą wysoką cenę: jeśli nie konflikt z prawem, to przynajmniej naruszenie wzajemnych stosunków z otoczeniem, wytwarzanie i pogłębianie pustki społecznej wokół siebie. A to jeszcze bardziej zmniejsza prawdopodobieństwo konstruktywnych strategii współpracy z innymi i prowadzi  do pogłębiającego się błędnego koła.

Podobnie mało owocna jest przeciwstawna strategia radzenia sobie z trudnością, związaną, z wyrażaniem potrzeb – mianowicie rezygnacja z ich wyrażania (wycofywanie się, pasywność). Nie można się po tej strategii spodziewać więcej niż deprywacji potrzeb i frustracji.

W imię czego ogromnie często ludzie miotają się między tymi dwiema strategiami, albo też wyraźnie preferują jedną z nich, mimo niewątpliwych, ponoszonych w konsekwencji strat?

Deficyty umiejętności to ogromna część wyjaśnienia, ale są one wsparte także emocjonalną trudnością, związaną z wyrażaniem potrzeb wobec innych.

Sytuacja ta jest spostrzegana przez większość ludzi jako trudna ze względu na ryzyko odmowy, która dla wielu kojarzy się z odrzuceniem.

Co gorsza, może istotnie dojść zarówno do jednego jak do drugiego.

Tęsknota za tym, aby nie zetknąć się z odmową czy odrzuceniem jest więc kolejnym aspektem lęku przed nimi. I prowadzi do bezowocnego poszukiwania strategii skutecznego wymanipulowania na rozmówcy zgody na własną ofertę, propozycję czy prośbę. Obmyślanie takich strategii jest w dużym stopniu skazane na niepowodzenie i rodzi dodatkową porcję stresu, powstrzymującego przed działaniem.

W najlepszym zaś razie prowadzi do rozwijania w sobie manipulatorskich tendencji, które nie tylko że nie dają pełnej gwarancji sukcesu, to są kosztowne emocjonalnie, prowadząc do fałszywości wzajemnych relacji i niosą poważne ryzyko zaburzenia lub zerwania kontaktu.

Co jest alternatywą wobec tych bądź niebezpiecznych, bądź przynajmniej nieskutecznych strategii naruszających dodatkowo międzyludzkie relacje i  narażających na emocjonalny dyskomfort?

Rozwiązanie aż tylu problemów nie może polegać tylko na znalezieniu jakiegoś jednego, odpowiedzialnego za wszystko czynnika. Niemniej  uwzględnienie już kilku najistotniejszych może przybliżać do bardziej optymalnej strategii działania.

Zacznijmy zatem od najbardziej podstawowego spostrzeżenia: złotym środkiem pomiędzy żądaniem a rezygnacją wydaje się prośba (lub propozycja), uwzględniająca zarówno osobiste prawo do wyrażania potrzeb, jak i prawo rozmówcy do własnej podmiotowości (decyzyjności).Nadanie prośbie właściwej formy to tylko kilka technicznych wskazówek.

Jednak właściwa formuła nie rozwiązuje jeszcze na przykład problemu lęku przed odmową. Tutaj potrzebna będzie praca nad własnymi nastawieniami do sytuacji proszenia. Nastawienie zaś  to nic innego, jak zbiór założeń przyjmowanych najczęściej nieświadomie, dotyczących sytuacji, siebie samego i partnera.

Wśród owych założeń najważniejsze to te, które dotyczą wzajemnych praw: czy mam prawo prosić o to, czy nie? Czy daję rozmówcy prawo do rozmowy czy też nie?

To ostatnie pytanie jest szczególnie istotne. Można się uporać z lękiem, przed odmową tylko wtedy, gdy się wcześniej zaakceptuje prawo partnera do odmowy i weźmie się pod uwagę ryzyko jej pojawienia się.

Gdy jestem związany strategią, skoncentrowaną wokół pytania: „co zrobić, aby on nie odmówił”, wtedy wyznaczam sobie nierealistyczny cel, bo wkraczam na terytorium psychologiczne partnera, a tam z definicji nie ja podejmuję decyzję, lecz on. Nic więc dziwnego, że konsekwencją jest wycofanie się czy niepodjęcie działania, bo to chroni mnie przed wysoce prawdopodobną porażką.

Nie mogąc podejmować decyzji na terytorium partnera, rozsądniej będzie, gdy przyjmę do wiadomości i pogodzę się z faktem jego podmiotowości na jego terytorium, i przeformułuję własny cel w taki sposób, aby ów fakt uwzględniał.

Będzie on miał raczej postać odpowiedzi na pytanie: „co zrobię gdy mi odmówią”. Takie pytanie respektuje prawo rozmówcy do odmowy i wyznacza realistyczny kierunek własnej strategii działania, uwalniając na dodatek od ukrytych manipulatorskich celów.

Zatem konstruktywne przesłanie, umożliwiające zarówno wyrażanie potrzeb, jak i odmowę relacji międzyludzkich miałoby postać następującego zbioru postulatów: „nie rezygnuj, nie żądaj, ale proś lub proponuj, dając rozmówcy prawo do odmowy”. Tej umiejętności musimy się uczyć w sposób systematyczny i świadomy jeśli chcemy, aby nasze relacje z innymi miały określany przez nas kształt i aby nasze potrzeby emocjonalne miały większą szansę zaspokojenia.

Komunikowanie się

O niektórych mówi się, że są gadatliwi, o innych – że małomówni. Jeśli nawet jednak ktoś często mówi, nie znaczy, że równie często rozmawia. Rozmowa wymaga czegoś więcej niż mówienia. Czego? Oczywiście – słuchania. Ale słuchanie to też nie to samo, co tylko słyszenie. Bo cóż z tego, że słyszę, że ktoś coś powiedział. gdy nie przywiązuję do tego wagi? Nie staram się dokładnie zrozumieć staram się do tego odnieść? Nie obchodzi mnie to? Nie reaguję. Więc słyszę. Ale nie słucham.

Zatem słuchanie, to uwaga. Uwaga zmierzająca do zrozumienia partnera. Zrozumienia potwierdzonego moją odpowiedzią. Odpowiedzią na to, co zostało usłyszane i zrozumiane.

Z odpowiedzi rozmówca wnioskuje czy został usłyszany i jak został zrozumiany. I może najważniejszym czynnikiem, odróżniającym mówienie od rozmawiania jest wzajemne rozumienie i reagowanie na to, co zostało powiedziane przez rozmówcę.

Reagowanie (odpowiadanie) na wypowiedzi rozmówcy jest tym, co sprawia, że dwa monologi zamieniają się w dialog. Albo niestety pozostają dwoma monologami, które tylko zewnętrznie i tylko na pozór przypominają dialog (czyli rozmowę). A więc to wzajemne odpowiadanie sobie czyni z monologów dialog.

Aby jednak sensownie odpowiedzieć, muszę spełnić przedtem tych kilka warunków:

1) być uważnym, 2) słuchać, 3) potwierdzać, że usłyszałem, 4) upewniać się czy dobrze zrozumiałem, („aktywne słuchanie”, parafraza), 5) odpowiadać na to, co usłyszałem i zrozumiałem, 6) wyrażać własną opinię  w tej samej sprawie co rozmówca.

Jeśli z kolei moja, wyrażona na końcu powyższej sekwencji opinia zapoczątkuje te same procesy w drugim kierunku, tj. U mojego rozmówcy, wtedy będziemy mieli rzeczywiście do czynienia z dialogiem czyli komunikacją dwustronną, czyli rozmową.

Jakże często warunki te nie są spełnione przynajmniej w jednym punkcie. A już to wystarczy, aby dialog przestał nim być. A co dopiero wtedy, gdy kilka nie jest spełnionych. Albo żaden. Czyż bowiem nie zdarzają się sytuacje w których:

  1. nie poświęcamy rozmówcy (on nam nie poświęca) dostatecznej uwagi, nie jesteśmy skoncentrowani na nim – lecz bardziej na sobie lub czymś innym, co mogło chwilowo zająć naszą uwagę,
  2. nie jesteśmy skoncentrowani na słuchaniu tego, co rozmówca  chce powiedzieć, choć możemy być skoncentrowani na tym, jak wygląda, albo na jakimś szczególe jego wypowiedzi wyrwanym z kontekstu, który z czymś się nam po prostu kojarzy,
  3. niczego nie potwierdzam,
  4. lecz zakładam „w ciemno”, że moje skojarzenia są w pełni trafne i zgodne z intencjami rozmówcy, nie dostrzegam więc powodu ani potrzeby upewniania się o dobrym zrozumieniu,
  5. moja wypowiedź nie ma związku z wypowiedzią rozmówcy. Reaguję tylko na to, że przestał mówić (choć czasem nie czekam do końca wypowiedzi, lecz sam ją przerywam, bądź też mówię równocześnie z nim) i podejmuję własny wątek. Mówiąc ulegam złudzeniu, że sam jestem słuchany, bądź też przyjmuję to za oczywistość, której nie sprawdzam,
  6. Nie oddzielam reakcji (wyrażenia stosunku) wobec opinii rozmówcy – od wyrażenia własnej opinii („rozumiem, że według ciebie...... Natomiast według mnie......”).

Zwróćmy przy tym uwagę, że ta wielość odstępstw od formuły dialogu jest możliwa nawet przy założeniu, że rozmówcy wyrażają się całkiem jasno, wyraźnie, konkretnie i potencjalnie zrozumiale. A przecież może być i tak, że nie starcza nam uwagi nie tylko dla rozmówcy ale i dla własnych wypowiedzi: możemy mówić niejasno, niewyraźnie, chaotycznie, niedbale, wymijająco, niekonkretnie.

Bez rozmowy nie może być porozumienia. Zaś bez porozumienia nie może być współdziałania, współpracy, integracji.

Owszem, rozmówca dysponuje narzędziem upewniania się co właściwie zostało powiedziane, jakim jest parafraza (powtórzenie własnymi słowami tego, jak rozumie usłyszaną wypowiedź np. „jeśli dobrze rozumiem, to...”) Może wtedy usłyszeć potwierdzenie, zaprzeczenie lub ukonkretnienie wypowiedzi. Ale jeśli z tego narzędzia nie korzysta (podobnie jak my), wtedy nie spełnia ono swojej funkcji. A sytuacja rozmówców przypomina, jak to dowcipnie ktoś określił „dwa włączone nadajniki szumu informacyjnego – bez odbioru”.

Mamy więc dostatecznie ważne powody, aby rozwijać wszystkie konkretne umiejętności służące usprawnianiu naszej zdolności ustnego porozumiewania się. I aby traktować to jako istotny element edukacji, przygotowania do życia dzieci i młodych ludzi. Bez czego nie uda się wystarczająco sprawnie osiągać sukcesów ani czerpać zadowolenia z życia.

Atrakcyjność

Atrakcyjność bywa pojmowana bardzo różnie, ale jeśli potraktujemy to pojęcie dostatecznie szeroko, to wolno chyba zaryzykować twierdzenie, ze trudno byłoby znaleźć człowieka, który w żadnym sensie i w żaden sposób nie chciałby być atrakcyjny dla otoczenia.

Starania o to, aby być atrakcyjnym można rozumieć jako manifestację czy sposób realizacji potrzeb z kręgu przynależności, akceptacji, uznania.

Według A. Maslowa potrzeby tego rodzaju należą do kanonu psychicznych (emocjonalnych) potrzeb człowieka. Są więc potrzebami „naturalnymi”, przyrodzonymi człowiekowi i z tego powodu nie wymagającymi wyjaśnień ani uzasadnień. To właśnie ich istnienie i wywieranie przemożnego wpływu na funkcjonowanie człowieka pobudza ludzi czasem nawet do krańcowych form zachowania, takich jak konformizm, nie wyrażanie własnych lub podpisywanie się pod cudzymi opiniami, lęk przed autoprezentacją (z obawy przed utratą akceptacji), a także dostosowywanie swoich zachowań i stylu bycia do grup, określanych jako patologiczne – w zamian za przynależność i akceptację.

Wybór środków, dzięki którym staramy się podnieść swoją atrakcyjność zależy przy tym zarówno od wstępnie uznanego systemu wartości, ale też, co szczególnie ważne, od osobistych umiejętności i  oceny samego siebie.

Czyli oceny swoich indywidualnych możliwości, dotyczących w tym wypadku rozwijania i prezentowania takich cech własnej osoby, jakie są cenione przez otoczenie i dzięki którym możemy się dla niego stawać bardziej atrakcyjni.

Pojawi się tu przy okazji delikatna kwestia czy zechcemy respektować dowolne oczekiwania dowolnego otoczenia, bez względu na wartości, jakie ono reprezentuje. Ale nawet po to by nie poddać się niektórym, być może niewłaściwym oczekiwaniom otoczenia, warto zdawać sobie sprawę z tego, jakie one właściwie są. Jakie też mogą być konsekwencje dostosowania się do nich. I czy w ostatecznym rachunku decyduję się na uwzględnianie tych, czy też innych oczekiwań, tych albo innych osób.

Atrakcyjność dla otoczenia, jest  silnie związana z indywidualnym poczuciem  wartości. Zaś poczucie wartości uważane jest za fundamentalną właściwość człowieka, decydującą w zasadniczy sposób o jego funkcjonowaniu w każdym aspekcie własnego życia.

I nawet jeśli ktoś nie posuwa się tak daleko, że za własną, względną atrakcyjność płaci cenę tak wysoką, jak przynależność do dewiacyjnej grupy, to przynajmniej –nie czując się wystarczająco atrakcyjnym w określonych dziedzinach – wycofuje się lub nie podejmuje kontaktów z jednostkami, grupami czy instytucjami, który mogłyby pozytywnie wpływać na jego rozwój, skazując się tym samym na pasywny styl życia, zaś w gorszym przypadku rolę outsidera

Skoro więc indywidualna atrakcyjność ma tak ogromne znaczenie, to oczywiście nie można jej zostawić własnemu losowi ani zdać się na przypadek. W jaki więc sposób należałoby się nią zajmować?

Trzeba zacząć od określenia jaki efekt byłby dla nas interesujący. Wydaje się, że mógłby nim być taki stan rzeczy, w którym jednostka zdaje sobie, po pierwsze, sprawę z tego, jakie cechy, właściwości czy umiejętności mogą być (są) atrakcyjne dla otoczenia. Po drugie, jest świadoma osobistego wpływu na własną atrakcyjność. I wreszcie po trzecie, potrafi podjąć działania, zmierzające do praktycznego stosowania uzyskanej w tej kwestii wiedzy.

Dwa pierwsze cele zrealizować można w trakcie jednej lub kilku godzin lekcyjnych. Warto jednak już na początku być świadomym że cel trzeci – wykorzystywanie uzyskanej wiedzy  – może być realizowany przez każdego z nas małymi krokami praktycznie przez całe życie. Zaś istotnym czynnikiem postępu w tej dziedzinie mogą być elementy wszystkich pozostałych  zajęć warsztatowych, proponowanych w niniejszym programie. Bo właśnie z nich będziemy czerpać coraz to więcej zrozumienia i wiedzy o tym, na czym zależy innym ludziom, co jest dla nich ważne i jak się mają do tego nasze własne cechy, właściwości i umiejętności.

Zyskując zaś coraz większe tego zrozumienie, będziemy uzyskiwać coraz większy wpływ na naszą osobistą sytuację wśród ludzi. Także własną atrakcyjność, opartą na coraz mocniejszym fundamencie wiedzy o ludziach i o sobie samym.

Asertywność – umiejętności: odmawiania, radzenia sobie z presją grupy

Komentarz do tematu nr 6

Każdy z nas prędzej czy później, częściej lub rzadziej staje wobec dylematu: ulec  –zgodzić się na coś co mi nie odpowiada, czy też nie zgodzić się – odmówić?

W różnych sytuacjach, w różnych sprawach i wobec różnych osób – inaczej możemy rozwiązywać ten dylemat. Odmawiać może nam być łatwiej lub trudniej. Ale mimo odmiennego przebiegu różnych sytuacji, można zauważyć pewne dominujące tendencje.

Po pierwsze, spora liczba ludzi ma mniejsze czy większe kłopoty z odmawianiem uczestnictwa w czymś,  czy działania niezgodnego z ich chęciami. W konsekwencji często ulega innym, z czego nie jest zadowolona.

Po drugie, nawet dla tych, których kłopoty tego rodzaju są niewielkie albo żadne – odmawianie nie jest sytuacją całkiem obojętną, pociągając za sobą mimo wszystko pewną trudność.

Trudność ta staje się dla wszystkich nieco większa, gdy – nawet w przypadku odmowy –rozmówca nie wycofuje się łatwo i nie rezygnuje z wywierania presji. Jak wtedy postąpić?

Najpierw prześledźmy sposoby zachowań do jakich zwykle się uciekamy. Specjaliści od asertywności twierdzą, że najczęściej uciekamy się do dwóch skrajności: jedna z nich została już wspomniana (uległość wbrew sobie), druga – jest przeciwieństwem uległości – to agresja, odmowa poprzez atak.

Mówiąc inaczej, albo za mało, albo za dużo – rzadko w sam raz. A owo właśnie „w sam raz” to złoty środek między poddaniem się a atakiem, czyli odmowa  asertywna. Opiera się ona na założeniu, że

przyznanie sobie prawa do odmowy uchroni nas przed niechcianą uległością, zaś przyznanie drugiej osobie prawa do proszenia o co chce – uchroni nas przed naszą własną agresją wobec niej.

Można dopatrzyć się tutaj takiego mniej więcej przesłania: sama odmowa jest wystarczająco nieprzyjemna, aby nie wzmacniać jej  dodatkowo atakiem. Przeciwnie, jeśli dajemy sobie prawo do odmowy i nie czujemy się zagrożeni, możemy sobie pozwolić na łagodność.

Inaczej mówiąc, nie musimy sztucznie kreować swojego prawa do odmowy dopiero na tej podstawie, że uda nam się udowodnić drugiej osobie, że jest „nie w porządku”, gdy prosi nas (albo proponuje)  coś, co nam nie odpowiada.

Dlatego odmawiając często czynimy to oskarżycielskim tonem, bo sądzimy, że dopiero „niesłuszność” żądań partnera upoważnia nas do odmowy. Dlatego czujemy się zobowiązani do wykazania tej „niesłuszności”, zanim odmówimy.

Asertywna odmowa opiera się na odmiennym założeniu: że nie musimy dopiero zdobywać prawa do odmowy, bo mamy je zawsze, bez względu na to czy rozmówca jest OK. czy nie OK. Przy tym założeniu zyskujemy inne nastawienie do rozmówcy i do jego oczekiwań. Teraz brakuje nam już tylko kilku technicznych wskazówek co do formy odmawiania. Zaleca się tu zatem trzy podstawowe elementy odmowy:

  1. niech Twoja  odmowa zawiera słowo NIE, od którego zresztą najlepiej rozpocząć wypowiedź,
  2. niech twoja wypowiedź mówi wyraźnie, czego nie chcesz lub nie zrobisz (np. NIE, nie pójdę z Tobą do kina.)
  3. i wreszcie na koniec – niech twoja wypowiedź zawiera krótkie wyjaśnienie odmowy („ponieważ jestem zmęczony”).

Dodatkowe informacje w tej sprawie można znaleźć w Formularzu 10(1) i 10(2)

Gdy zaś mowa o wyjaśnianiu, to należy przestrzec przed tendencją do nadmiernego usprawiedliwiania się, co bywa mylone z wyjaśnianiem. Tymczasem różnice da się określić dość jasno, wskazując odmienne cele tych działań: w usprawiedliwianiu się chodzi o uzyskanie rozgrzeszenia od rozmówcy Którego na ogół się nie uzyskuje – no bo czyż to nie za dużo żądać od rozmówcy, aby nie tylko pogodził się z odmową, to jeszcze pocieszał odmawiającego?

W wyjaśnianiu tymczasem nie chodzi  o pozbycie się własnego poczucia winy (jak to ma miejsce w usprawiedliwianiu się) – bo poczucie winy nie występuje w wypadku, gdy ktoś jest świadomy swoich praw i podejmuje świadome decyzje.

Celem więc nie jest egoistyczny motyw uwolnienia się od winy (i to rękami partnera, wobec którego czujemy się winni!), lecz przeciwnie: zadbanie o partnera poprzez udzielenie mu rzeczowej informacji na temat rzeczywistych, prawdziwych powodów odmowy.

Pozostaje jeszcze krótko odpowiedzieć na pytanie o sposób postępowania w sytuacji presji. Obserwacja podstawowa to ta, ze nasza wewnętrzna decyzja nie zależy przecież od tego, ile razy ktoś powtórzył nieakceptowaną przez nas propozycję czy prośbę.

Decyzja pozostaje więc niezmienna, a skoro tak, to i odmowny komunikat pozostaje niezmienny. Co najwyżej da się on wzbogacić (poprzedzić) parafrazą (powtórzeniem własnymi słowami) tego, co przed chwilą powiedział rozmówca.. Jest to dla niego sygnał, że został usłyszany i to co powiedział nie zmieniło naszej decyzji. Zamiast parafrazy czasem bardziej pasuje „zasłona dymna” (wyrażenie pozornej zgody z opinią rozmówcy, w rodzaju: „chyba rzeczywiście...”)

Jeszcze kiedy indziej bez żadnych zastrzeżeń możemy zgodzić się z jakąś częścią twierdzenia lub propozycji rozmówcy – nie zgadzając się jednocześnie z inną, zasadniczą częścią tej wypowiedzi (np.: „zgadzam się, że jest to skądinąd bardzo smaczne, ALE JA nie jestem głodny”). Tego rodzaju strategia radzenia sobie z presją może być określona jako strategia „zdartej płyty”[patrz Formularz 10(2)].

W najkrótszym ujęciu zasadę asertywnej odmowy i obrony przed presją da się ująć poprzez kilka prostych postulatów: „nie rezygnuj, nie atakuj – przypominaj, co mówiłeś”.

Normy i wartości – jak się nimi kierować; odpowiedzialność – co to znaczy, kto jest odpowiedzialny za moje życie

Komentarz do tematu nr 10

Wartościowanie poszczególnych elementów rzeczywistości jest jednym z podstawowych procesów psychicznych (obok ich opisu). Ów ewaluatywny porządek wyznacza kierunek działania człowieka, sprawia że dokonuje on takich a nie innych wyborów, wyznacza sobie te a nie inne cele.

Indywidualna hierarchia wartości nie zawsze jest uświadomiona, bądź też nie są uświadomione poszczególne jej fragmenty. Toteż poszczególne osoby kierują się często nieświadomie przyjmowanymi wartościami funkcjonującymi obok tych, które są świadome.

Może być w związku z tym i tak, że to właśnie owe wartości nieuświadomione odgrywają decydującą czy ważniejszą rolę w wyznaczaniu kierunku działania jednostki niż wartości świadome.

Skrajną konsekwencją takiego stanu rzeczy może być i to, że nieświadome wartości są niezgodne z tymi, które jednostka oficjalnie uznaje. Mamy więc w takim przypadku do czynienia z rodzajem wewnętrznego konfliktu wartości.

To między innymi chęć poradzenia sobie z tego rodzaju wewnętrznym konfliktem sprawia, że jedna z konfliktowych wartości pozostaje niejako „w ukryciu”

Zwykle będzie to wartość bądź nieakceptowana społecznie, bądź to ciesząca się mniejszym uznaniem społecznym, niż wartość oficjalnie prezentowana.

Widać więc, że poziom aprobaty społecznej ma znaczący wpływ na to, które z funkcjonujących społecznie wartości są jawnie prezentowane przez jednostkę, które zaś nie.

Problem ten mógłby być rozwiązany poprzez podejmowanie przez grupę wspólnej analizy zarówno społecznego jak i grupowego systemu wartości. Znając wartości grupy oraz jej postawy wobec nich, jednostce łatwiej jest zdobywać się na większą otwartość –zarówno wobec siebie samej jak i otoczenia.

Tym samym zaś może skutecznie rozwiązywać swoje wewnętrzne konflikty wokół wartości, poddając je świadomej analizie i ocenie, a następnie podejmując bardziej świadome decyzje w tych kwestiach.

Wchodzimy w ten sposób w obszar nowego zagadnienia, jakim jest uzyskiwanie świadomego wpływu na własny system wartości, przejęcie zeń osobistej odpowiedzialności i kreowanie go w oparciu o własne, świadome decyzje.

Jest to pewien przełom w rozwoju człowieka, polegający na przejściu od interioryzacji wartości, pochodzących z różnych, czasem niespójnych źródeł, do autonomicznego, podmiotowego ich określania i wyboru. 

I dopiero wtedy możemy mówić o istotnym postępie w kształtowaniu się osobniczej podmiotowości (autonomii wewnętrznej czy też przyczynowości osobistej): gdy jednostka nie tylko odtwarza jakieś wzorce zachowania otoczenia i odzwierciedla leżące u ich podłoża wartości, ale zaczyna podejmować świadome decyzje także co do własnego systemu wartości.

Nie znaczy to, że wcześniej nie są podejmowane żadne decyzje, lecz że wcześniej nie zawsze są to decyzje świadome. Problem jednakże w tym, że

nawet nieświadome decyzje wpływają z nie mniejszą siłą na postępowanie, działania czy wybory jednostki. A co więcej, każdy nieuświadomiony mechanizm własnego działania nie poddając się kontroli, jest bardziej sztywny i dogmatyczny niż mechanizm uświadomiony – niosąc większe ryzyko nieprzystosowawczych zachowań lub też konfliktów wewnętrznych  bądź zewnętrznych (interpersonalnych).

Jeszcze jednym powodem świadomej pracy nad indywidualną hierarchią wartości jest związek wyznawanych wartości z własnymi umiejętnościami, dzięki którym wartości te mogą być realizowane.

Nie jest niczym zaskakującym stwierdzenie, że deficyty określonych umiejętności (w tym także umiejętności społecznych) mogą stanowić istotną barierę, na drodze praktycznego wcielania konkretnych wartości w życie. Wynika stąd wskazanie rozwoju własnych umiejętności. Na wstępie pojawia się jednak pytanie: jakich umiejętności? I aby na nie odpowiedzieć potrzebna jest uprzednia świadomość zarówno wyznawanych wartości, jak też umiejętności warunkujących ich realizację.

Czasem także, choć to wygląda na paradoks, w zachowaniu, postępowaniu, czy umiejętnościach jednostki otoczenie może dostrzegać cenione przez nie wartości, których jednostka nie jest świadoma, albo też nie jest skłonna ich sobie przypisywać, np. ze względu na zaniżone poczucie wartości czy niską samoocenę.

Tutaj widać kolejną rolę własnego systemu wartości: jest on jednym z istotnych elementów indywidualnego poczucia wartości. Mówiąc skrótowo: moja osobista wartość w znacznej mierze wynika z tego, co ja sam uważam za wartość.

Te wszystkie powody sprawiają, że refleksje nad własnym systemem wartości nie można zignorować jeśli pretenduje się do miana świadomego swoich wyborów i decyzji podmiotu.

Autodiagnoza własnych umiejętności i ograniczeń. Cele na przyszłość

Komentarz do tematu nr 12

Ze strony świata fizycznego, materialnego, zawsze otrzymujemy informacje zwrotne – to znaczy informacje o efektach naszego działania: płomień parzy, lód mrozi, dobry posiłek smakuje, przemoczone buty narażają na nieprzyjemne odczucia.

Znacznie gorzej jest z informacją zwrotną ze strony innych ludzi. Aby otrzymać informację zwrotną to znaczy informację o tym, jak naprawdę odebrał ktoś nasze zachowanie czy działanie, trzeba pokonać kilka barier, zarówno po naszej jak i jego stronie.

Barierą pierwszą, pojawiającą się już na samym początku, jest niedostrzeganie sensu, roli czy przydatności informacji zwrotnej. Tymczasem czy może istnieć cenniejszy kapitał w stosunkach międzyludzkich niż wiedza o tym jak jesteśmy odbierani, jak są odbierane poszczególne nasze zachowania, co się w nich ludziom podoba, co zaś nie?

Bo to właśnie takie informacje mogą nam dostarczyć orientacji co do naszych relacji z innymi, a jednocześnie pożytecznego narzędzia wpływu na nasze własne funkcjonowanie.

Zwykle zależy mi na tym, jak jestem odbierany, przy czym większość zainteresowana jest tym, by budzić raczej uznanie i sympatię, nie zaś niechęć czy dezaprobatę.

Ale jak to osiągnąć, gdy skazani jesteśmy wyłącznie na domysły? Mają one to do siebie, że nie zawsze są trafne. A bywa, że i całkiem fałszywe.

Gdybym więc był posiadaczem wiarygodnej informacji, wtedy posiadałbym także znacznie większy wpływ na swoją sytuację wśród ludzi. Z tego zresztą intuicyjnie zdajemy sobie sprawę. O potrzebie posiadania tego rodzaju informacji świadczą opowieści o władcach, którzy w przebraniu starali się dociec, co naprawdę myślą o nich poddani, a także znacznie mniej egzotyczne i dostępne nam wszystkim tęsknoty tego samego rodzaju, odzywające się przynajmniej wobec określonych osób, bądź w określonych sytuacjach: „co on/ona naprawdę o mnie myśli?”, albo „co myśli o tym, co właśnie zrobiłem?”.

Ale w gładkim uzyskiwaniu informacji zwrotnej przeszkadza kolejna bariera, tym razem bariera emocjonalna: co będzie, gdy się niestety dowiem nie tego, czego bym oczekiwał?

Zatem lęk przed negatywną informacją utrudnia jej otrzymywanie: często (mimo cichych tęsknot) w gruncie rzeczy nie życzymy sobie informacji zwrotnej, unikamy jej, a czasem przed nią uciekamy.

Czas jednak postawić trudne pytanie: co wtedy zyskujemy, co zaś tracimy? Zyskujemy chwilowy spokój, tracimy wiedzę o rzeczywistości. W imię podtrzymania złudnego, zafałszowanego obrazu rzeczywistości, zapewniającego nam złudny spokój, oparty na pielęgnowaniu nieprawdziwego obrazu świata.

Niedojrzała strategia działania zbudowana na fundamencie unikania konfrontacji z niewygodną rzeczywistością.

Potrzeba więc trochę odwagi, aby czerpać zyski z realnego kontaktu z rzeczywistością. Bo tylko to daje możliwość korekty własnych działań, a tym samym realnego, nie zaś pozornego rozwoju.

I ostatnią wreszcie barierą w otrzymywaniu informacji zwrotnych jest niechęć do ich udzielania. Bo aby je utrzymać, ktoś musi ich udzielić. Wystarczy odwołać się do własnych doświadczeń, aby szybko poznać przyczynę tej niechęci.

Tak jak obawy towarzyszą przyjmowaniu, tak też obawy towarzyszą udzielaniu informacji zwrotnych. Co będzie, gdy się na mnie obrażą? Albo co gorsza, zirytują się, napadną na mnie? Albo zaprzeczą? Bądź też zerwą ze mną kontakty, albo będą pielęgnować urazę za to, co usłyszeli negatywnego?

Powiedzmy od razu: wiele z tych obaw może okazać się uzasadnionych. Z powodów, które podaliśmy wcześniej – ktoś, kto obawia się usłyszeć informację zwrotną na swój temat, może zareagować negatywnie na sytuację, w której ktoś inny samowolnie uszczęśliwia go informacją, o którą nie pytał i nie prosił.

Należy więc respektować zasadę podmiotowości każdego człowieka i nie rozciągać uprawnień wobec własnej osoby – na inną osobę. Jakiekolwiek (skądinąd „słuszne”) założenia nie mogą być traktowane jako obowiązkowe.

Respekt dla podmiotowości musi pozostać zasadą nadrzędną nawet wtedy, gdy druga osoba podejmuje decyzje, które naszym zdaniem nie są właściwe. Na przykład; nie chce słuchać informacji zwrotnych. Powiedzmy wyraźnie: ma do tego prawo.

Można zatem i należy wskazywać korzyści, jakie mogłyby wynikać z dobrowolnego, opartego na osobistej decyzji, przyjmowania i dawania informacji zwrotnej, ale żadne korzyści nie wynikną z przymusowego przekazu. Informacje zwrotne jako zjawisko wkraczające w sferę prywatności człowieka są narzędziem niezwykle delikatnym, wymagającym wcześniejszego przygotowania, bez którego mogą się łatwo zamienić w narzędzie psychicznego terroru, rodząc poczucie zagrożenia i emocjonalny uraz.

Na czym więc może polegać przygotowanie do nich? Pewnym etapem przygotowania są dwie wcześniejsze propozycje zajęć warsztatowych niniejszego programu: Temat 5: Jak być atrakcyjnym oraz Temat 12: Moje mocne strony.

Oba wymienione tematy bazują na posługiwaniu się korzystną dla  odbiorców informacją zwrotną, tyle tylko, ze ograniczają się wyłącznie do informacji pozytywnej. Nie trzeba nikogo przekonywać, że jest ona znacznie łatwiejsza w stosowaniu niż informacja negatywna. I taka kolejność kroków jest niewątpliwie właściwa. Oswojenie się z pozytywną informacją zwrotną przybliża gotowość ewentualnej decyzji także co do posługiwania się informacją negatywną.

Dodatkowym, kolejnym krokiem przygotowawczym jest przeprowadzenie dyskusji grupowej, której celem jest refleksja nad pożytkami i barierami w stosowaniu informacji zwrotnej, umożliwiająca kształtowanie świadomego stosunku do tej kwestii.

I wreszcie, bez względu na osiągniętą w klasie gotowość do korzystania z informacji zwrotnej, musi nawet w trakcie jej udzielania istnieć możliwość elastycznego podejścia. Inaczej mówiąc pewna swoboda wyboru, komu i jak obszernych informacji udzielę.

Należy zatem raczej unikać opcji: „wszyscy wszystkim udzielają pełnej informacji zwrotnej”. Decyzyjność – podmiotowość – uczniów  w tej kwestii mogłaby się natomiast wyrażać w tym, że pojedynczy uczeń udzielałby jej tylko kilku wybranym osobom, które by sobie tego życzyły, otrzymywałby zaś także tylko informacje zwrotne od wybranych przez siebie osób.

W początkowej fazie treningu w posługiwaniu się informacją zwrotną wskazane byłoby też zawężenie zakresu informacji zwrotnej tylko do pewnego; tematu – np. „stosunek do młodszych kolegów”;  sytuacji – np. „funkcjonowanie w trakcie wycieczki”; albo czasu – np. ”jak byłem odbierany w trakcie tych zajęć”.

Należy także odróżnić dwa zasadnicze typy informacji zwrotnej związane z ogólną lub szczegółową ich treścią. Ogólne dotyczą przypisywanych danej osobie cech, np.: „odbieram Cię jako osobę odważną i śmiałą” Jakkolwiek może być przyjemne usłyszenie takiej informacji, to gorzej będzie z informacją w rodzaju: :”odbieram Cię jako lizusa i tchórza”

Aby emocjonalnie być w stanie przyjmować takie informacje, trzeba byłoby zdać sobie sprawę, że w gruncie rzeczy są one oceną drugiej osoby, fantazjowaniem na jej temat. Skąd zaś taka akurat treść fantazji – nie wiadomo tak długo, jak długo autor wypowiedzi nie zechce przejść do konkretów i nie wyjaśni, z jakich obserwacji konkretnych zachowań czerpie swój pogląd.

W ten sposób dochodzimy do drugiego typu informacji, jedynie która w pełni zasługuje na nazwę informacji zwrotnej, podczas gdy opisana wyżej jest w gruncie rzeczy naklejaniem na drugą osobę etykietek według własnego uznania. Należy więc odradzać posługiwania się ocenami (wyjątek można zrobić dla ocen pozytywnych), jako informacjami niosącymi ryzyko stygmatyzacji, na rzecz autentycznej informacji zwrotnej, która – z definicji – ma mówić o moim odbiorze emocjonalnym cudzego zachowania, nie zaś wydawać wyroki.

Informacją zwrotną posługuję się więc wtedy, gdy mówię np.: ”podobało mi się (mój stosunek emocjonalny), gdy powiedziałeś, co o tym myślisz (opis konkretnego zachowania drugiej osoby). Nie będzie jednak informacją o moim odbiorze emocjonalnym zwrot w rodzaju: „uważam, że jesteś odważny, skoro to powiedziałeś”. Będzie to po prostu intelektualna ocena, która jakkolwiek pozytywna, może ulec zakwestionowaniu.

Indywidualnych emocji nie da się zakwestionować i na tym polega wartość informacji zwrotnej.

Informacja o moich emocjach jest informacją o pewnych rzeczywistych zjawiskach, psychicznych faktach, rozgrywających się w mojej świadomości.

Ocena nie mówi natomiast o faktach, lecz jest spekulacją wokół faktów.

Zatem jak najmniej spekulacji, jak najbliżej faktów.

Zaś dwa fakty zasadnicze to: twoje zachowanie i moje emocje, powstające w związku z tym zachowaniem.

Widać przy okazji, że informacja zwrotna jest wysoce subiektywna. I w samej rzeczy tak jest. Właśnie to stanowi o jej rzetelności. Bo jeśli druga osoba próbuje nadać rangę obiektywizmu swojej wypowiedzi i posługuje się w tym celu oceną, to jest to obiektywizm pozorny: ocena w dalszym ciągu pozostaje subiektywna, traci natomiast dodatkowo walor informacji o czymkolwiek.

Wszystko zatem co mogę uzyskać od drugiej osoby (albo nie uzyskać tego), to informację o jej subiektywnym odbiorze mojego zachowania. Dysponując wieloma takimi informacjami mogę budować pełniejszy obraz mojej osoby w oczach (a raczej w uczuciach) otoczenia. Zbliżanie się do obiektywizmu, to zatem wielość informacji i ich weryfikacja – nie zaś wątpliwa „przenikliwość” jednej osoby.

Taki pogląd na informację zwrotną, jej rzeczywista rangę i rolę pomaga jednocześnie uczynić ją bardziej „strawną”, łatwiej akceptowalną i przyswajalną. Uczuć innych osób nie da się zakwestionować, to prawda. Ale prawdą jest także i to, że są one faktami subiektywnymi – nie zaś obiektywnymi ocenami. Pomaga mi to nie popadać w skrajny zachwyt, gdy informacje są pozytywne, ale też chroni przed przygnębieniem, gdy takie nie są. Tym bardziej, gdy dostarczają przy okazji danych, co ewentualnie w swoim zachowaniu skorygować, jeśli by komuś zależało na zmianie obrazu własnej osoby w oczach innych.

Ta ostatnia uwaga ma związek z kilkoma jeszcze zaleceniami, które na koniec warto sformułować.

Gdy udzielasz informacji zwrotnej pamiętaj, abyś mówił:

  1. o konkretnych zachowaniach drugiej osoby (określonych w miejscu i czasie),
  2. o swoich emocjach, dotyczących tych zachowań,
  3. o zachowaniach, które zależą od tej osoby i dadzą się zmienić (w przeciwieństwie np. do odstających uszu),
  4. wprost do tej osoby (nie zaś o tej osobie, co byłoby formą plotkowania),
  5. w miarę możności bezpośrednio po lub nawet w trakcie danego zachowania, co chroni przed kumulacją emocji i wybuchem lub wrogością.

Przedstawiony tutaj zbiór uwag na temat informacji zwrotnej należy traktować jako tematy do dyskusji w grupie, która rozważa możliwość posługiwania się nią. Dopiero wtedy, gdy wszyscy jej członkowie rozstrzygną swoje podstawowe wątpliwości i odpowiedzą sobie samym na intrygujące ich pytania, będą gotowi do podejmowania decyzji co do posługiwania się informacją zwrotną.

Kolejnymi krokami zbliżającymi ich do tego celu są spontaniczne próbki informacji zwrotnych, jakie pojawiają się w trakcie całego programu niniejszych zajęć warsztatowych. Także i dlatego problematyka informacji zwrotnych musiała się pojawić raczej pod koniec niż na początku programu.

Następny rozdział